Strona: [1] [2] [3][4] [5]
photo61_small.jpg photo62_small.jpg photo63_small.jpg photo64_small.jpg
photo65_small.jpg photo66_small.jpg photo67_small.jpg photo68_small.jpg
photo69_small.jpg photo70_small.jpg photo71_small.jpg photo72_small.jpg
photo73_small.jpg photo74_small.jpg photo75_small.jpg photo76_small.jpg
photo77_small.jpg photo78_small.jpg photo79_small.jpg photo80_small.jpg

Zamieszkałam u przyjaciela Amerykanina w super miejscu koło dzielnicy ambasad. Na pierwszym zdjęciu klatka schodowa jego domu, który jest na zdjęciu drugim, a potem widoki na monumenty i drogą dzielnicę Georgetown, która jest niziutka i kameralna. Miasto dzieli się na część rządową, monumentalną, i niską angielską resztę. Żaden budynek nie ma prawa być wyższy niż obelisk, więc nie ma wieżowców. Co za ulga! W części urzędowej, urzędowe garnitury, jak u nas w centrum. Reszta mieszkańców ubrana najprzeciętniej na świecie. Uroda też dyskretna, delikatnie mówiąc. To miasto nie jest ekstrawaganckie, za to dla ludzi. Muzea, a w nich wykłady i pokazy filmów za darmo, dlatego chętnie wpada się choć na jeden obraz, „na ząbek”. Z ciekawostek Amerykanie, tak jak my mają tylko jeden obraz Leonarda da Vinci. To nas upodobnia do Stanów. Ulice w porównaniu z NY zupełnie puste. Pogoda cudna, czysto i przestrzennie, bardzo grzeczni kierowcy. Jest wielka katedra, którą widać z dachów domów, które mają wydzielone bezpieczne miejsca urządzone jak kawiarniane ogródki. Taki to kraj, bo w NY dachy też dla ludzi. Potem urocza wycieczka do miasteczka Friderik założonego w XVIII wieku przez Niemców, a tam same antykwariaty jeden po drugim. Meble, antyczne kapelusze, stosy, platerów, a przy obecnym kursie dolara wszystko za darmo. Kostiumy z epoki i karczma chyba najstarsza w Stanach. Ale najważniejsze muzea. Space Museum, pełne samolotów oraz statków kosmicznych i to tych sławnych, prawdziwych, oczywiście tych, co im się udało. Z ciekawostek tuba prysznicowa do kąpieli w stanie nieważkości. National Galery z cudną kolekcją renesansową i impresjonistów, Muzeum Szpiegostwa, Architektury, Portretu, Sztuki Kobiet i Przyrodnicze, ale się boję dinozaurów, to nie poszłam. Wszystko ogromne, drogie i czyste, a sklepy muzealne jak centra handlowe. W China Town Chińczycy niewidoczni, za to jak wszędzie tłumy Afroamerykanów z nadwagą. Wróciłam luksusowym autobusem z czystą toaletą. Cena 10 USD za 4 godziny z klimatyzacją. Jaja, prawda? I tak sobie żyje ten kraj w kryzysie.