|
Na zdjęciu osiemdziesiątym piątym znowu Nowy Jork, znowu ja na Perry Street, a niedaleko kilka stacji subwayem, dół miasta tzw. „dziura” po WTC. Już mogę ją spokojnie oglądać, pierwsze 3 lata płakałam, wysiadając z metra, żeby dopaść najtańszego na świecie sklepu markowego CENTURY 21. To mekka ciuchów. Powstała, kiedy wieże jeszcze stały. Teraz koło sklepu dźwigi, Libeskind zaprojektował jakiś super wieżowiec, jeszcze wyższy niż te, które opłakuje miasto. Koło niego mają stać mniejsze. Potem na zdjęciach krzesła z hebanu i srebra przedstawiające Empire State Building i katedry Gaudiego w Barcelonie. Autorem jest mój drugi eks mąż, najbardziej utalentowany facet na świecie, a krzesła absolutnie unikalne. Domek widoczny na zdjęciu to miejsce akcji serialu „Seks w Wielkim Mieście”. I zawsze tłumy Japończyków z aparatami, tak jak koło cukierni, tuż obok, pełnej paskudnych babeczek, to tu bohaterka kupowała ciastka. Ludzie mają świra. Na koniec ja w samolocie LOT-u, który bardzo ostatnio zadbał o jedzenie i komfort jazdy, choć na lotnisku Polacy do odróżnienia z kilometra. Nadwaga, karczycha i podgolone łebki, na tle amerykańskim - jak z Alcatraz. Wróciłam 3 maja i do teraz cierpię na jetlag, czyli skutki 6-cio godzinnej różnicy w czasie. U nas 6 godzin później. |